Sylwester Bartczak

Podróż do czasów dzieciństwa

Zmniejsz czcionkę Zwiększ czcionkę Rozmiar tekstu Wydrukuj tę stronę

Wspomnienia to taka podróż w czasie. Moja odbędzie się do czasów dzieciństwa. Dzieciństwa spędzonego w Jaworzynie. Odwiedzę te miejsca, które często powracają w moich myślach. Pomimo, że lata mojego dzieciństwa to przełom lat 70 i 80 XX wieku, które nie były „różowe”, to jednak wspominam je z sentymentem.

Dom rodzinny. Babcia z dziadkiem (rodzice mojej mamy), przyjechali do Jaworzyny po wojnie, w 1946 r. Pochodzili z okolic Oświęcimia. Dziadek pracował na kolei, a babcia w cukrowni. Ojciec mojego taty urodził się terenie dzisiejszej Ukrainy (był Polakiem). W czasie II wojny światowej był wywieziony na Sybir. Na szczęście udało mu się stamtąd powrócić. A po wojnie został przesiedlony na zachodnie ziemie odzyskane. Natomiast druga babcia pochodziła z Górnego Śląska.

Dzieciństwo jednak związane jest z babcią i dziadkiem ze strony mamy. To u nich mieszkaliśmy do czasu ukończenia przez mnie szkoły podstawowej. Początek podstawówki to akurat stan wojenny. Wszystko więc wystane w długich kolejkach lub załatwione, a nawet z odzysku (po kimś). Taką rodzinną, świecką tradycją było stanie w kolejkach. Do dzisiaj pamiętam moje powroty ze szkoły i głos babci:

– Jedz szybciutko obiad i leć do pawilonu, dziadek zajął już kolejkę.
– Babciu, ale ja się umówiła już z dziewczynami.
– Oj, nie marudź, tylko jesz i idź, kawa ma dzisiaj podobno być.

Na szczęście przymus stania w kolejce miały również i moje koleżanki, więc można było w tym czasie omówić wszystkie ważne sprawy.

Mimo to podstawówka jest najlepiej wspominanym przeze mnie czasem. Podobnie jak dzisiaj, już wtedy zalewała nas chińszczyzna. Kupowało się chińskie piórniki, gumki do mazania (które nie wymazywały, ale za to ładnie pachniały), chińskie ołówki, pierwsze chińskie pióra, do tego chiński atrament, a nawet chińskie tenisówki. Oczywiście wszystko to wystane w kilometrowej kolejce w trzecim pawilonie lub księgarni.

W szkole już umawialiśmy się co będziemy robić po południu i gdzie się spotkamy (przecież nie było wtedy telefonów i Internetu z portalami społecznościowymi). Tajne informacje przekazywaliśmy na kartce z ławki na ławkę, tak żeby wychowawczyni przypadkiem nie zobaczyła. Spotykaliśmy się po obiedzie całą grupą. Bawiliśmy się w podchody po całej Jaworzynie, a nawet okolicznych polach. Znaliśmy wszystkie podwórka i każdy kąt, tajne przejścia i skróty. Przednia zabawa trwała zawsze do wieczora, gdy głośne nawoływania rodziców zmuszały nas do powrotów. czasami tylko naszymi błagalnymi słowami: „Mamo, jeszcze 15 minut”, próbowaliśmy wpłynąć na zmianę ich decyzji.

Pamiętam jak wiele lat temu na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Żymierskiego (dzisiaj Jana Pawła II), stał pomnik przyrody. Była to wierzba płacząca dosyć sporych rozmiarów. Niestety, pewnego dnia podczas burzy złamała się od uderzenia pioruna. Dopóki nie została usunięta wszystkie dzieciaki z okolicy miały świetną zabawę. Wśród jej gałęzi i zwisających witek każdy znalazł dla siebie kryjówkę. Mówiliśmy, że jest to nasza „jaworzyńska dżungla”.

Dzisiejszy sklep „Biedronka” to kiedyś Kolejowy Dom Kultury. Przy nim istniał zespół taneczny. Przez kilka lat i ja miałam przyjemność należeć do niego. To też był miły czas, bo wyjeżdżaliśmy na różnego rodzaju występy i przeglądy zespołów. A chwile spędzone na wspólnych próbach, wygłupy, drobne sprzeczki, w przerwie prób gra w piłkarzyki oraz te wszystkie wyjazdy to dla mnie dziś cudowne wspomnienia.

Mieszczące się przy dzisiejszym gimnazjum boisko „Orlik” do piłki nożnej i koszykówki, kiedyś nie wyglądało tak ładnie. Ale mimo wszystko było miejscem, gdzie z koleżankami spędzałyśmy czas. Starsze chłopaki na boisku grali w piłkę, a my płeć piękna, to wisząc, to siedząc na przyrządach gimnastycznych debatowałyśmy godzinami o otaczającej nas rzeczywistości.

Jednym z takich miejsc, które również często odwiedzałam była biblioteka przy SOK „Karolina”. W tamtych latach z powodu braku Internetu i lepszych książek typu encyklopedia, jedynym źródłem aby napisać referat do szkoły były książki w bibliotece. Na nasze szczęście Panie bibliotekarki były bardzo pomocne i przy ich wsparciu powstawały prace domowe godne ocen piątkowych. Dzisiaj zapewne miałybyśmy dużo prościej: laptop, wyszukiwarka google, kopiuj, wklej, drukuj i gotowe. Ale może dzięki temu nie mam problemu z napisaniem tych wspomnień.

Pierwsze trzy lata podstawówki chodziłam do ul. Mickiewicza, a od czwartej do ósmej klasy do dzisiejszego gimnazjum. Wtedy droga z ul. Ekerta do szkoły „za mostem” wydawała mi się strasznie długa. Ale do dzisiaj pamiętam osobę, którą często wtedy spotykałam. Byl to pan Florian Nieradka, bardzo miły, sympatyczny i zawsze uśmiechnięty człowiek. W czasie wojny uczestniczył w walkach na Monte Cassico. Spacerował zawsze ze swoim pieskiem. Gdy spotykał mnie i moją koleżankę mówił, że Pimpkowi (pieskowi) śniło się dzisiaj, że dostałyśmy po dwie piątki. Cieszyłyśmy się myśląc, ze to prawda. Ale jakże lżej szło się do szkoły mając taką informację.

Powroty ze szkoły trwały zawsze dłużej. Bo przecież jak było ciepło wstępowało się na lody włoskie. A ze szkoły było blisko, na rogu Wolności i Mickiewicza gdzie dzisiaj stoi kwiaciarnia. Bądź też wędrowało się zaliczając po drodze wszystkie znajome kąty. Wstępowało się do koleżanki żeby przedyskutować szkolne „afery” i wydarzenia. Trzeba było posłuchać muzyki (cudem nagranej z audycji radiowych) z pierwszych magnetofonów kasetowych typu „Kasprzak”.

Dodam tylko, że po ukończeniu szkoły podstawowej wyjechałam z Jaworzyny. Lata szkoły średniej i pierwszej pracy spędziłam we Wrocławiu. Jednak po latach wróciłam do swojej małej Ojczyzny już jako mężatka. Dzisiaj moje dzieci tworzą tutaj swoją własną historię życia. A ja dokładam do nich moją cegiełkę.

Tu zakończyłabym moją wycieczkę do przeszłości. Miło było wrócić do czasów dzieciństwa. Bo przecież były to lata największej swobody i beztroski. A wspomnień tyle, że nie sposób wszystko przelać na papier.

K. Bielińska

Wspomnienia nadesłane na konkurs „Moje wspomnienie związane z Gminą Jaworzyna Śląska”. 2014 rok.

2 odpowiedzi na Podróż do czasów dzieciństwa

  1. Elżbieta Kunysz-Drożdżowska 2 Gru ’14 w 17:42

    Czytając powyższy tekst przeniosłam się do wspomnień z mojego dzieciństwa jakże podobnego tylko o 10 lat wstecz – lata 60 / 70 – te.
    Ja przez pierwsze trzy lata nauki szkolnej chodziłam do tzw. ” Dwójki ” za mostem a od czwartej klasy do Szkoły Nr 1 na Mickiewicza.
    Wspomnianą wierzbę doskonale pamiętam 🙂 ; jej zdjęcie z lat 70-tych umieściłam niedawno w postach na SOKiBP.
    Miło było przeczytać we wspomnieniach nazwisko Pana Nieradko; poznałam go osobiście podczas wielokrotnych wizyt w moim domu na Ceglanej, kiedy to przychodził robić mi zastrzyki w czasie choroby ( byłam wtedy w wieku przedszkolnym ).
    Z pozdrowieniami dla P. K. Bielińskiej

    Odpowiedz
  2. Mieczysława Rybarczyk 3 Gru ’14 w 23:07

    witam,,miło mi,ze Panie znały Floriana Nieradkę,ech wspomnienia,,to rodzony brat mojej Babci Julii Pukalskiej z domu Nieradka,,żołnierz zasłuzony w walkach o Monte Cassino i Tobruk,,jeśli to możliwe to proszę o kontakt na maila rybarczyk-kielce@o2.pl,,szukam kontaktu z córkami Floriana Nieradki,,serdecznie pozdrawiam Mieczysława Rybarczyk

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *